Pijar
Słucham TVN24 i co rusz szlag mnie trafia. Łysy jak kolano politolog Wojciech Jabłoński, razem z komentatorem z TV, zastanawiają się czy premier Tusk po powrocie z Brukseli nie skarci ministra Arabskiego. Który to śmiał nie użyczyć prezydentowi RP samolotu premiera. Że to byłby świetny chwyt marketingowy taki, jak się wyraził Jabłoński "akt łaski" wobec prezydenta i medialnie O.K. gdyby Tusk Arabskiego publicznie objechał. Choć to i tak nic mu nie pomoże, bo przez awanturę wizerunek obu (prezydenta i premiera) oraz Polski legł w gruzach (nie mylić z Gruzją, ukochanym krajem pana prezydenta) przez co już nikt, ani Rosja ani zachód nie będą się z nimi, z nami ani z nią (Polską) liczył. Plan marketingowy który obaj wspaniali obserwatorzy życia politycznego wytropili jest o tyle zaskakujący, że przed chwilą słyszeli przecież jak na krótkiej konferencji w Brukseli Tusk stwierdził kategorycznie, że NIE WYSYŁA prezydentowi samolotu, bo NIE CHCE pana prezydenta w składzie delegacji. Skład delegacji konstytucyjnie powołuje on i obawia się osłabienia siły negocjacyjnej gdyby prezydent, który zgodził się na plan klimatyzacyjny i który nie chce podpisać traktatu, przyjechał do Brukseli. Ponieważ tu nie chodzi o prestiż, a o dobro kraju, zrobił (nie wysyłając samolotu) tyle ile mógł. Tyle Tusk. Ale kto by to co mówi polityk, nawet premier sporego kraju, traktował poważnie? Politolog i komentator wiedzą lepiej. Tusk chce władzy, zaczął kampanię więc gada jedno, a myśli i zrobi co innego.
W południe w poważnym programie o gospodarce poważny polityk mówi do drugiego (mniej poważnego, albo bardziej, zależy z której opcji jesteśmy): "nawet jeśli to co pan mówi byłoby prawdą, to i tak ..." koniec cytatu. On nawet nie zakłada, że ten co mówi może nie kłamać. On stosuje tryb warunkowy, bo wie, że prawda pojawić się może w ustach polityka wyłącznie HIPOTETYCZNIE.
Ciekawe czasy. Prawda?

fot.BERG
W południe w poważnym programie o gospodarce poważny polityk mówi do drugiego (mniej poważnego, albo bardziej, zależy z której opcji jesteśmy): "nawet jeśli to co pan mówi byłoby prawdą, to i tak ..." koniec cytatu. On nawet nie zakłada, że ten co mówi może nie kłamać. On stosuje tryb warunkowy, bo wie, że prawda pojawić się może w ustach polityka wyłącznie HIPOTETYCZNIE.
Ciekawe czasy. Prawda?
fot.BERG
Komentarze