poniedziałek, 10 listopada 2008

Koniec cywilizacji białego człowieka czyli pewne oświadczenie posła PiS


(Tekst ten wieszam ku przestrodze. To naprawdę zostało wygłoszone w Polskim Sejmie.)

6 kadencja, 28 posiedzenie, 1 dzień (05-11-2008)
Oświadczenia.

Poseł Artur Górski (PiS):

Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! 4 listopada Amerykanie wybrali 44 prezydenta USA. Został nim kandydat Partii Demokratycznej 47-letni senator Barack Hussein Obama. Gdy biedne, czarne przedmieścia wielkich amerykańskich miast zawyły z radości, gdy przeważnie lewicowo-liberalni studenci zatańczyli w korowodzie zwycięstwa, konserwatywna, tradycyjna Ameryka przeżyła szok i rozczarowanie. Jej prezydentem, głową największego na świecie mocarstwa został kumpel lewackiego terrorysty Williama Ayersa, polityk uważany przez republikańską prawicę za czarnoskórego kryptokomunistę. Wynik amerykańskich wyborów jest, jak powiedział jeden ze zwolenników Obamy, zwycięstwem zza grobu, po wielu latach, Martina Luthera Kinga, który jest dla Obamy idolem.

Jakie Obama ma poglądy na gospodarkę? W trakcie kampanii wyborczej kandydat demokratów złożył wiele populistycznych obietnic, kierowanych głównie do niezamożnej części amerykańskiego społeczeństwa. Niczym Robin Hood zapowiedział, że zabierze bogatym i rozda biednym. Ma zamiar zmniejszyć podatki najbiedniejszym, a podnieść więcej zarabiającym. W pierwszej kolejności chce zwiększyć z 33 do 36% podatki obywateli, którzy zarabiają powyżej 250 tys. dolarów rocznie. W USA stanowią oni około 5% podatników i są finansową elitą państwa. Nieco później ma zamiar wycisnąć więcej pieniędzy także z szeroko rozumianej klasy średniej i z tych, co inwestują na giełdzie. Tak pozyskane pieniądze zostaną przeznaczone na opiekę społeczną, a także zasilą specjalny fundusz, z którego będą finansowane roboty publiczne. Przy tych robotach mają znaleźć zatrudnienie bezrobotni mieszkańcy ubogich przedmieść amerykańskich miast. Ma to spowodować włączenie do społeczeństwa grup, które dziś są uważane za wykluczone, przede wszystkim ubogich Afroamerykanów. Nowy prezydent w trakcie kampanii mówił otwarcie, że pragnie wprowadzić model państwa opiekuńczego, które opiera się na większej obecności administracji rządowej w życiu obywateli. Zatem w kwestiach gospodarczych Obama jest socjalistą.

Jakie Obama ma poglądy na politykę zagraniczną? Na początku kampanii zapowiedział, że szybko wycofa wszystkie wojska amerykańskie z Iraku, jednak w trakcie kampanii zweryfikował swój pogląd i obiecał zmniejszenie o 50% stanu wojsk przebywających w tym kraju. Tak czy inaczej al Kaida już zaciera ręce z radości, że nowy prezydent wybiera pokój, a nie wojnę. Obama mówił także, że będzie chciał rozmawiać z każdym światowym przywódcą. Wymienił m.in. takich polityków, jak prezydent Iranu Mohammed Ahmadineżad czy prezydent komunistycznej Kuby Raul Castro. Nie ma się co dziwić tym deklaracjom, skoro, jak sam przyznaje, został ukształtowany przez Franka Marshalla Davisa, poetę i dziennikarza, ale także członka Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych. Obama mówił również o potrzebie zmniejszenia wydatków na utrzymywanie wojsk USA w Niemczech i weryfikacji budżetu NATO. Nie wypowiedział się jednoznacznie w sprawie budowy tarczy antyrakietowej w Europie. Zatem w kwestiach polityki zagranicznej Obama jest pacyfistą i - jak określili go republikanie - naiwnym mięczakiem.

Jakie Obama ma poglądy w sferze światopoglądowej? Choć jego ojciec i ojczym byli muzułmanami, Obama obecnie jest zaangażowany w życie Zjednoczonego Kościoła Chrystusa, wyznającego czarną teologię wyzwolenia. Jeszcze w okresie rywalizacji z Hillary Clinton o nominację do wyborów stwierdził, że ma światopogląd otwarty. W ramach tego światopoglądu odrzuca chrześcijańskie nauczanie moralne w kwestii homoseksualizmu i aborcji, nie potępia palenia marihuany, a nawet zażywania kokainy, co niewątpliwie podobało się wielu młodym wyborcom. Natomiast podczas jednego ze spotkań przedwyborczych wyraził pogląd, że mieszkańcy małych amerykańskich miasteczek dlatego kurczowo trzymają się swojej wiary, ponieważ są rozgoryczeni faktem, że dłuższy czas nie mogą znaleźć pracy. Zatem w sferze światopoglądowej, w kwestiach moralnych Obama jest skrajnie liberalny.

Barack Hussein Obama swój sukces zawdzięcza osobistemu urokowi i w znacznej mierze liberalnym mediom, które wśród młodego pokolenia Amerykanów wykreowały modę na obamizm, jak w Polsce na Platformę Obywatelską i Donalda Tuska. Drugi twardy filar jego zwycięstwa to mieszkańcy biednych, czarnych przedmieść, których uwiódł zapowiedzią zbudowania nowego, wspaniałego świata, gdzie wszyscy ludzie będą wolni, zamożni i szczęśliwi. Po raz pierwszy czarnoskórzy obywatele USA tak tłumnie ruszyli do urn. Tym samym Obama stał się ich zakładnikiem.

W gabinecie senatora Obamy wisiały cztery podobizny: Thurgooda Marshalla, pierwszego czarnego sędziego Sądu Najwyższego, Muhammada Ali, czarnoskórego mistrza boksu, Mahatmy Gandhiego, wielkiego orędownika pokoju, i prezydenta Abrahama Lincolna, który zgniótł konserwatywne południe i zniósł w Ameryce niewolnictwo. Teraz, głosami swoich wyborców, Obama, czarny mesjasz nowej lewicy, zgniótł kandydata republikanów Johna McCaina. Już niedługo Ameryka zapłaci wysoką cenę za ten grymas demokracji. Jak powiedział mój klubowy kolega poseł Stanisław Pięta, Obama to nadchodząca katastrofa, to koniec cywilizacji białego człowieka. Oby się mylił. Dziękuję. (Oklaski)

niedziela, 2 listopada 2008

Pomścić czy brać w policzek...

Wydaje się, że od czasu IV RP najistotniejszą potrzebą sympatyków PiS-u i mediów toruńskich jest szybka likwidacja palącego poczucia niesprawiedliwości. Głównie tej wynikającej ze świadomości, iż krzywdy nie zostały pomszczone. Co ciekawe, czym bliżej Kościoła, tym głośniejsze wrzaski domagających się zadośćuczynienia. Mają oni może w tym usilnym domaganiu się niejaki dyskomfort, bo przecież sam Jezus nakazywał, by zamiast szukać odwetu raczej nadstawić drugi policzek. Ale cóż mógł wiedzieć Jezus o cierpieniu i upodleniu ojczyzny krzyczących? No i patrząc w drugą stronę, czym dalej od kościołów, tym ludzie wydają się miłosierniejsi. Lewica Napieralskiego jawi się jako prawdziwy absolut miłosierdzia i zapominania krzywd. Zwłaszcza stanu wojennego. Ale zostawmy tego człowieczka i jego partię w spokoju. Ciszej nad grobem, zwłaszcza w dzień zaduszny.
Wróćmy do pokrzywdzonych.
Jakiś czas temu jeszcze bywało, że krzyczeli oni iż to cały naród domaga się sprawiedliwości i pomszczenia krzywd wszelkich. Teraz, kiedy poparcie dla prawych i sprawiedliwych nieprzyjemnie spadło, a tamtym drugim ohydnie wzrosło i w owym wzwodzie brzydko trwa i trwa, częściej oskarżają naród, że pamięć utracił, nie dba, zapomina o ważnej, krwawej historii swojej. (Zauważmy, że historia i krzywdy zawsze sprytnie zmieszane są ze sobą, jednym cierniem w ustach niepomszczonych się stając) . Potem zaraz jednym tchem wykrzyczany zostaje zarzut braku patriotyzmu i deptania świętych grobów. A księża nawołujący do "miłowania nieprzyjaciół waszych" są traktowani jako potencjalni TeWu.
A tymczasem czas ucieka. Kaci się starzeją, ci co pamiętają ich przewiny tracą pamięć. Wydaje się, że większość ofiar dawno już wybaczyła swoim oprawcom, pogodziła się z krzywdami i sobą, żyje normalnym, spokojnym, choć niełatwym życiem. Próbuje zapomnieć. Ale nie krzykacze. Ci do grobu pamiętać będą i zapomnieć nikomu nie dadzą. Święte, cholera, sumienie narodu. Tatuują sobie poczucie tej ogólnonarodowej krzywdy na czołach i obnoszą z miną cierpiętnika i zaciśniętymi piąsteczkami. Wypisują bzdury w jeszcze bzdurniejszych mediach. Potem czytają te głupoty i się w silnym poczuciu niesprawiedliwości utwierdzają. I mszczą się jak potrafią. Czasem pluną w mikrofon wrogiej telewizji, albo torebką zdzielą nieprzyjazną redaktorkę. Wydaje się, że wrogami ich nie są już ci co krzywdzili, bo czasem im samym przykro patrzeć na roztrzęsionych starców, ciąganych po sądach, którym święty Piotr brzęczy już łańcuchami. Oni sobie szukają winnych raczej wśród tych co to krzywdy narodowe zapominają i co ich słowami Jezusa «miłujcie waszych nieprzyjaciół» niepotrzebnie denerwują. Za lat kilkadziesiąt ich dzieci z wpojonym przez rodziców poczuciem krzywdy wrzeszczeć będą pod kościołami, sądami, w Sejmie, że krzywdy trzeba mścić, bo tego wymaga elementarne ludzkie poczucie sprawiedliwości. Ale jakie krzywdy, komu wyrządzone i przez kogo, wiedzieć będą tylko oni sami. Bo naród, mam wielką nadzieję, wybaczy i zapomni. Amen.

środa, 29 października 2008

Ach ten okropny Palikot!

Palikot znów narozrabiał i znów przeprosił. Nie wiadomo co gorsze. Pochanke z TVN oburzona. Pyta w programie TVN po TVN grzeczniutkiego posła Cimoszewicza, któremu na myśl by nie przyszło publicznie jebać PZPN, co on na to. Cimoszewicz jest równie oburzony. Jako poseł nawet bardziej, bo Palikot mu psuje reputację grzeczniocha. Włodzimierz delikatnie sugeruje, że media promują ekscesy niegodne posła. Może nie rozumie ( bo nie ma inteligencji Palikota?) że media karmią się ekscesem. Że posła grzeczniocha można zaprosić raz na rok, a rozrabiaką ekscytować się 24 godziny na dobę we wszystkich programach.
Wkurza mnie ta hipokryzja mediów. To święte oburzenie poprawnej Pochanke, te ciągłe pytania do Chlebowskiego kiedy wywalą Palikota z klubu. I o czym byście jeden z drugim pytające cymbały pisały gdyby nie było Palikotów? O ekonomii na której się nie znacie? O CO2? Ile da się napisać o CO2?
Po ostatniej radzie gabinetowej, na którą prezydent zaprosił jedynego posła PiS, który podobno się zna na ekonomii, media głównie pytały o kłótnię na początku. Bo kogo obchodzi kryzys? Jakby się pobili to by dopiero była afera godna uwagi panów i pań dziennikarzy. I nie daj boże żeby się pogodzili. Ile można transmitować płaczące staruszki w zamykanych szpitalach? Pacjenci źle wypadają przed kamerami. Ani ich upudrować, ani dobrze oświetlić.
A propos nowego doradcy pana prezydenta, warto posłuchać lotności umysłu pana prezesa.

Trzech posłów ze zwycięskiej moralnie partii PiS doniosło na Palikota do prokuratury, że obraził prezydenta RP. Twierdzą, że urzędnikowi należny jest szacunek z urzędu i nie wolno go podejrzewać o zidiocenie.
No nie wiem.
Na szacunek trzeba sobie zapracować. Urzędnik państwowy, który na ważnej, oficjalnej uroczystości wyśmiewa publicznie innego urzędnika państwowego, na mój szacunek jakoś nie zasługuje. I nie wygląda mi, że radzi sobie z emocjami:
.

.
Chcę powiedzieć, że też mam poważne obawy o stan psychiczny niektórych polityków. Ale akurat poseł Palikot jest poza moją troską. To jeden z niewielu ludzi z Wiejskiej bez nadęcia i kompleksów. Do tego ma własny samolot z barkiem.
.

poniedziałek, 20 października 2008

Kobieta zaniepokojona...

.

"Kobieta zaniepokojona prywatyzacją zakładów opieki zdrowotnej przez rząd liberałów", fot. Berg

Kaczki latały ...

Kosmiczne szczytowanie się skończyło. Multiplikalne orgazmy tabunów zdyszanych dziennikarek, słabo kontrolowane, nerwowe i przedwczesne ejakulacje newsów dziennikarzy przed kamerami, szamotanina i małe dramaty. Perseweracja. Niektórzy komentatorzy jeszcze nie doszli do siebie i ciągle, w kółko powtarzają te same frazy. Są nawet tacy, którzy reagują szlochem. Nic dziwnego, odbyła się przecież największa naziemna bitwa lotnicza w historii Polski. Horror transmitowany live przez największe stacje radiowe i telewizyjne. Na bieżąco śledziliśmy każdy krok głównych dowodzących: Prezydenta i premiera. (Prezydenta piszę z dużej litery, żeby się przypadkiem nie obraził, bo jak wiemy gdy mu ktoś podpadnie to pan prezydent może ...)

Śledzenie premiera było nudne, bo łaził w tej Brukseli w miejscach niedostępnych dla prasy, robił mało konferencji, był oschły i nieprzyjemny. Jakby nie rozumiał, że to co powie przed kamerami jest ważniejsze niż to co załatwi na szczycie. Inaczej prezydent. To było dopiero szoł. Jakież napięcie, ile emocji. Nie było przecież wiadomo czy pan prezydent w ogóle pojedzie, czym pojedzie, czy wynajmą mu coś, kto wynajmie, za ile i czy samolot rządowy wróci. Bo podobno miał wrócić czym ekscytowała się cała dziennikarska Polska. Oczywiście tylko według dziennikarzy miał wrócić, bo ministrowi Arabskiemu to nawet przez myśl(?!) nie przeszło.

Kaczki latały w powietrzu jak orły.
Dziennikarskie kaczki oczywiście, choć nie tylko. Pan prezydent bowiem specjalnie wynajął na tyle duży samolot, by zmieściły się do niego dziennikarskie sieroty po Tusku. Prasa nie została odpowiednio wcześnie zawiadomiona przez kancelarię premiera i część nie zdążyła na samolot rządowy. Część zdążyła, ale była mocno zdyszna, na co żaliła się w wywiadach. A u pana prezydenta przeciwnie. Spokój, uśmiechy, luz. Pan prezydent zdążył nawet na imieniny do mamusi by wręczyć jej prezent zakupiony dzień wcześniej na trasie swoje kampanii-niewyborczej. O czym z pewną źle udawaną nieśmiałością, jeden przez drugiego informowała prezydencka kancelaria.

Potem pan prezydent wsiadł do samolotu i poleciał. Przez dwie godziny mieliśmy niezbyt atrakcyjną medialnie transmisję z oczekiwania na pana prezydenta dziennikarzy w Brukseli (tych zziajanych, co się załapali na samolot rządowy). Potem było kiepsko, bo pan prezydent zamiast zrobić elegancką konferencję na płycie lotniska, gdzieś się z ministrami ukrył. Na szczęście były już materiały z konferencji w samolocie na których widzieliśmy uśmiechniętą głowę państwa odpowiadającą głównie na pytania czy Tusk jest świnią. Na co pan prezydent odpowiadał, że mimo tego że oczywistą oczywistością jest to, że Tusk oczywistą świnią jest, on oczywiście poda mu rękę. Bo Kiszczakowi przecież kiedyś, w pewnych okolicznościach podał. Potem było różnie, ale mało dramatycznie. Panowie nie dali sobie w gęby tylko prezydent klepał premiera. Okazało się, że Tusk załatwiał na tym szczycie coś, co w ogóle nie byłoby medialne i wcale by dziennikarzy nie zainteresowało gdyby nie fakt, że premier musiał odkręcać to co spieprzył prezydent. Ten fakt był już bardziej medialny i wyglądało na to że nic-nie-robiący Tusk jednak coś tam na tym szczycie robi i może nawet coś osiągnie. Ale w sumie i tak konkluzja była taki, że premier pojechał na szczyt głównie po to żeby kłócić się z konkurentem w wyborach prezydenckich. Potem Sikorski...
(I na tym skończę, bo odechciało mi się pisać. W końcu nie jestem dziennikarzem i nie mam obowiązku pisać głupot. Prawda?)
.

Wyścig, fot.BERG

sobota, 18 października 2008

Monika Olejnik płakała...

Pisze o tym prasa.
Postanowiłem przytoczyć drugą część wywiadu, bo nie sądzę, żeby wszyscy go widzieli. Czasem wydaje mi się, że ten prezydent nie taki zły, że trochę nieporadny, dziwaczny, ale nieszkodliwy. Takie wywiady jak ten powodują, że mój scyzoryk w kieszonce niepokojąco drży. Cokolwiek by to oznaczało. Oto druga część wywiadu:







środa, 15 października 2008

Marcinkiewicz Karnowski

Na mojej ulubionej stronie SpieprzajDziadu.com Simon przytoczył fragment uroczego wywiadu Karnowskiego z Marcinkiewiczem. Proszę zwrócić uwagę na konsternację Karnowskiego w momencie kiedy były premier obarcza winą za aferę prezydenta.







/* kod sledzenia google */