Pasztet z kaczki
Tytuł jest tendencyjny, wiem. Wszystkim się od razu kojarzy i wygląda na to, że nie przepadam za pewną opcją polityczną. To prawda. Nie przepadam. Nie głosowałem na nich i cieszę się, że opcja jest w opozycji. Ale co gorsza prezydent też przeszedł do opozycji.
Na dodatek pan prezydent był i jest zdeklarowanym socjalistą. Niektórzy obserwatorzy życia politycznego złośliwie twierdzą, że pan prezydent najlepiej czułby się, gdyby wrócił do Polski socjalizm. Tylko bez Jaruzelskiego. Wtedy można byłoby dalej walczyć z sowietami, a USA słałoby nam dary i byłoby ekscytującą. (Jak na wiecu w Gruzji?). Unia Europejska (którą pan prezydent łaskawie toleruje, bo niestety musi) by się do naszych świętych, narodowych spraw nie wtrącała.
Słuchając ostatnich wypowiedzi pana prezydenta faktycznie wygląda na to, że chce nas ostro zawrócić. Państwowa służba zdrowia, emerytury jak za komuny, media kontrolowane przez partię rządzącą (pod warunkiem, że rządzi partia pana prezydenta, albo choć jego brata), żadnego Euro (chyba, że w kantorach), szkolnictwo darmowe, bez radykalnych reform, centralizm państwowy itp. Itd. I mamy pasztet, bo premier dzisiejszego rządu założył onegdaj Kongres Liberalny. I choć her Korwin Mikke uważa, że dupa z Tuska nie liberał, to przyjąć należy, że z prezydentem ani z jego bratem rządowi całkiem nie po drodze. Jeśli dodamy do tego, że bardziej po drodze prezydentowi z pro-socjalną lewicą pod rządami Napieralskiego, to pasztet urasta do kwadratu. Wcześniej lewica była trochę liberalna, teraz jest głównie antyklerykalna. To jak widać prawicowcom z PiS ani prezydentowi nie przeszkadza. Piłsudski, na którego chętnie pozują obaj Kaczyńscy, też religię tratował dość swobodnie. Nie mówiąc już o PPS-ie. No i veto prezydenckie mamy silne. Tusk, który się boi, żeby źle nie wypaść w mediach, nie chce ryzykować układów z Napieralskim. To mnie trochę dziwi, bo wedle sondaży sympatycy PO życzliwszym okiem patrzyliby na konszachty z lewicą niż z PiS. Nie mówiąc już o sympatykach SLD.
Tak więc mamy pasztet w który ładnie wpisuje się kryzys finansowy oraz nowa kampania prezydencka pana prezydenta, której podobno nie ma.
Jakby tego było mało szefem kancelarii został minister Kownacki. Człowiek ambitny, pełen werwy oraz pomysłów na nowy image pana prezydenta. On to, jak się dosadnie wyraził poseł Palikot, zreanimował trochę głowię państwa i póki obiekt wytrzyma, medialnie chce go wykorzystać. Pamiętamy pana prezydenta za czasów rządów PiS? Nie wspominając trudnego okresu porażki wyborczej brata? Cichy, spokojny człowiek, nigdzie się nie pchał. Kogoś tam w pałacu odznaczył, kogoś w bocznej sali zdymisjonował, gdzieś nie pojechał, bo trochę chorował. A teraz? Wygląda na to, że linki napięte jak postronki. Czy pan prezydent to wytrzyma? I czy przetrzyma to wszystko nasz biedny kraj?
.
fot. BERG
Na dodatek pan prezydent był i jest zdeklarowanym socjalistą. Niektórzy obserwatorzy życia politycznego złośliwie twierdzą, że pan prezydent najlepiej czułby się, gdyby wrócił do Polski socjalizm. Tylko bez Jaruzelskiego. Wtedy można byłoby dalej walczyć z sowietami, a USA słałoby nam dary i byłoby ekscytującą. (Jak na wiecu w Gruzji?). Unia Europejska (którą pan prezydent łaskawie toleruje, bo niestety musi) by się do naszych świętych, narodowych spraw nie wtrącała.
Słuchając ostatnich wypowiedzi pana prezydenta faktycznie wygląda na to, że chce nas ostro zawrócić. Państwowa służba zdrowia, emerytury jak za komuny, media kontrolowane przez partię rządzącą (pod warunkiem, że rządzi partia pana prezydenta, albo choć jego brata), żadnego Euro (chyba, że w kantorach), szkolnictwo darmowe, bez radykalnych reform, centralizm państwowy itp. Itd. I mamy pasztet, bo premier dzisiejszego rządu założył onegdaj Kongres Liberalny. I choć her Korwin Mikke uważa, że dupa z Tuska nie liberał, to przyjąć należy, że z prezydentem ani z jego bratem rządowi całkiem nie po drodze. Jeśli dodamy do tego, że bardziej po drodze prezydentowi z pro-socjalną lewicą pod rządami Napieralskiego, to pasztet urasta do kwadratu. Wcześniej lewica była trochę liberalna, teraz jest głównie antyklerykalna. To jak widać prawicowcom z PiS ani prezydentowi nie przeszkadza. Piłsudski, na którego chętnie pozują obaj Kaczyńscy, też religię tratował dość swobodnie. Nie mówiąc już o PPS-ie. No i veto prezydenckie mamy silne. Tusk, który się boi, żeby źle nie wypaść w mediach, nie chce ryzykować układów z Napieralskim. To mnie trochę dziwi, bo wedle sondaży sympatycy PO życzliwszym okiem patrzyliby na konszachty z lewicą niż z PiS. Nie mówiąc już o sympatykach SLD.
Tak więc mamy pasztet w który ładnie wpisuje się kryzys finansowy oraz nowa kampania prezydencka pana prezydenta, której podobno nie ma.
Jakby tego było mało szefem kancelarii został minister Kownacki. Człowiek ambitny, pełen werwy oraz pomysłów na nowy image pana prezydenta. On to, jak się dosadnie wyraził poseł Palikot, zreanimował trochę głowię państwa i póki obiekt wytrzyma, medialnie chce go wykorzystać. Pamiętamy pana prezydenta za czasów rządów PiS? Nie wspominając trudnego okresu porażki wyborczej brata? Cichy, spokojny człowiek, nigdzie się nie pchał. Kogoś tam w pałacu odznaczył, kogoś w bocznej sali zdymisjonował, gdzieś nie pojechał, bo trochę chorował. A teraz? Wygląda na to, że linki napięte jak postronki. Czy pan prezydent to wytrzyma? I czy przetrzyma to wszystko nasz biedny kraj?
.
fot. BERG
Komentarze